Teoretycznie luty był miesiącem zastoju, jednak udało uzbierać mi się spore denko, jak i kupić tylko kosmetyki na zamianę tych, które niedługo się skończą. Znalazło się parę kosmetyków zużytych, parę przeterminowanych i jedenbubel. Zgadniesz który? Batiste, Miraculum, L’biotica, Pharmaceris, Wibo, Vichy czy Activeblock?


BiEs Crystal dezodorant – jest to jeden z tych przeterminowanych. Nigdy nie używałam dezodorantów, więc zastanawiam się w sumie skąd się wziął w moich zapasach, ale mogę napisać tyle, że zapach ładny – świeży, delikatnie kwiatowy, nie duszący. Oczywiście nie zostawał ze mną na dłużej niż godzina-dwie. Wciąż myślę czemu go kupiłam. Wiem,  że więcej nie kupię.

Kremowy samoopalacz do twarzy i ciała, ciemna karnacja Miraculum – kolejny przeterminowany. Bardzo, bardzo lubię efekt jaki daje, mimo nieznośnego zapachu po nałożeniu. Nie robi smug na ciele, zdarzyło się raz, gdy nałożyłam za dużo produktu. I z tego co pamiętam wystarczył jeden peeling, aby ujednolicić koloryt. W opakowaniu pachnie bardzo jak samoopalacz, jednak znośnie i mocno orzechowo. Używałam go również na twarz i byłam zadowolona z efektu. Trzeba tylko pamiętać, żeby dokładnie umyć ręce po nałożeniu i nie ubierać się od razu 🙂

Rozświetlający krem wygładzający z kambuczą Vichy Idealia – jest to próbka, którą intensywnie używałam od 18 grudnia aż do 2 lutego. W opakowaniu jest 15ml. Konsystencja jest mocno żelowa, bardzo lekka, nawilżenie wystarczające na dzień, ale na noc się nie nadaje. Po nałożeniu na twarzy zostaje delikatna warstewka, która nie lepi się, nie jest tłusta, po prostu jest i w niczym nie przeszkadza. Jak dla mnie piękny zapach, ale da się wyczuć alkohol. Na drugim miejscu w składzie gliceryna, potem silikon i za nim alkohol. Niby skład jest fatalny i bardzo chemiczny, ale skóra faktycznie staje się bardziej rozświetlona i żywa. Nie jest to efekt tylko po nałożeniu i tylko podczas stosowania, więc są szanse, że w niedalekiej przyszłości zakupię pełnowartościowe opakowanie.

Jak dobrać idealny krem do twarzy?

 

Krem z 10% kwasem migdałowym na noc  Pharmaceris T – zużywałam go przez naprawdę długi czas. Minimum 4-5 miesięcy. Co mogę o nim napisać? Okropny, szpitalny zapach. Wygodne i sterylne opakowanie z pompką, niestety nie da się dostać do środka, przez bardzo twardy plastik. Miałam zaproponowane, aby na początek kupić 5% krem, ale dobrze że kupiłam ten, ponieważ zdarzało się, że jest niewystarczający. Nie mogę powiedzieć, że go nie lubiłam, ale ma zdecydowanie więcej minusów niż plusów z działaniem na czele. Mniejsze zmiany i wypryski jakoś łagodził, ale gdy zdarzyło się na twarzy coś większego – nie dawał rady i nie robił z tym nic. Po nałożeniu nie ma mowy, aby się wchłonął i zawsze rano moja grzywka była strasznie tłusta, mimo że normalnie myję ją co dwa/trzy dni. Wiem, że nigdy więcej go nie kupię.

Oczyszczający płyn bakteriostatyczny do twarzy, dekoltu i pleców Pharmaceris T – twarde, plastikowe opakowanie, które w niczym nie przeszkadza, ale bardzo łatwo było je uszkodzić, jak widać na zdjęciu. Z jednej strony chce mi się powiedzieć, że nie robił nic w podobie do kremu z tej samej serii, ale jednak był wydajny i nie zostawiał lepkiej warstwy na twarzy. Na drugim miejscu jest kwas migdałowy, więc powinien teoretycznie działać na zmiany skórne, jednak ja tego nie zauważyłam. W sumie to nawet po wykończeniu tych kosmetyków skóra wydaje si bardziej „czysta”, ale nie wiem czy jest jakiś związek. Nie kupię ponownie.

Intensywnie nawilżający krem do rąk i paznokci Lilli Line – przeterminowane dwa opakowania. Czasem kupuję kosmetyki, których wiem, że i tak nie będę używać, jak właśnie kremy do rąk. Każda warstwa na dłoni mnie irytuje, myję ręce kilkanaście-kilkadziesiąt razy dziennie, więc teoretycznie powinnam używać kremu do rąk, aby je zabezpieczyć, ale to prowadzi mnie do szewskiej pasji 😀

Antyperspirant roll-on pod pachy do skóry normalnej Activeblock Classic – przeterminowany, który się ukrył w łazience za innymi kosmetykami. Niestety mam skłonność do większej potliwości niż większość ludzi, więc wiele zawdzięczam takim aptecznym kulkom. Mogę założyć coś ładnego i niekoniecznie przy okazji upocić się jak „normalni ludzie” podczas treningu. Oczywiście, szczypie okropnie po goleniu, ale nie zauważyłam żadnego podrażnienia czy ranek i potwierdzam – działa. Już kupiłam następcę.

Suchy szampon do włosów Batiste – z jednej strony uwielbiam, z drugiej strony nienawidzę. Do tej pory nigdy nie wystąpił u mnie łupież po suchym szamponie aż do teraz. Nie miałam wiele czasu, więc musiałam się nim ratować tuż przed wyjściem. Co prawda całkowicie spełnia swoje zadanie, ale również stwarza problemy – pojawił się krótkotrwały łupież akurat w ważny dzień i wyglądałam nieco dziwne. Jak by to powiedzieć – całość on fleek i łupież. Na plus ma ładny, ciężki  zapach, który nie dusi. Kupiłam już kolejne opakowanie (poniżej w nowościach).

Intensywnie regenerująca maseczka do włosów L’biotica Biovax Orchid – zużyłam ją, pięknie pachnie, nie taki najgorszy skład i …bubel. Może nie tyle, że bubel, ale naprawdę efekty były zerowe. Dużo częściej zdarzyło się, że włosy się bardzo puszyły po jej użyciu i tyle. Nie wiem, gdzie ta intensywna regeneracja, ale na pewno nie w tym opakowaniu, które starczyło mi na zabójcze 3 użycia. Nie kupię ponownie na pewno.

Cień Silkwear Wibo – staruszek, który zasłużył na emeryturę. Nieco zjechane opakowanie, ale zapięcie idealne, trwałość cieni satysfakcjonująca jak dla mnie, długo się utrzymywały i pigmentacja na tak. Cały czas z nich korzystałam i trochę zapomniałam o mojej paletce z Inglota i czekoladkowej Chocolate Vice.


W 2017 roku przyjęłam za wyzwanie zużycie  50 kosmetyków. W lutym było to 9 kosmetyków, więc łącznie zużyłam 17 kosmetyków. (W lutym nie ukazało się denko ze stycznia – same przeterminowane i nie używane).


NOWOŚCI

Na szczęście udało mi się zachować mój shopping ban i kupiłam jedynie antyperspirant i suchy szampon na zamianę.

 

A jak u Was z denkowaniem kosmetyków? Pochwalcie się swoim denkiem w komentarzu! 


Buziaki, Basia.

Jeśli chcesz zrobić coś dobrego, zaobserwuj mnie  i podziel się z innymi 🙂

FACEBOOKINSTAGRAM G+ 

GRUPA ŚLUBNANAJPIĘKNIEJSZE FRYZURY ŚLUBNE – BLOGGERKI URODOWE

12 thoughts on “Denko i nowości – luty 2017”

  1. Z tego, co czytałam Pharmaceris jest wspomnianym u Ciebie bublem- nie zdziwiło mnie to wcale. Dermatolog zapisała mi go jakiś czas temu i szczerze mówiąc? Nie robił nic, a i jego używanie nie było jakieś super przyjemne.

    Ps. Luty to chyba taki już jest- niby najkrótszy miesiąc w roku i powinno się z niego czerpać jak najwięcej, a tymczasem wychodzi baaaardzo nieproduktywny 🙂

  2. Bardzo fajne określenie ” shopping ban”. Ciekawe ile dasz radę wytrzymać :).
    Życzę powodzenia w zużyciu 50ciu kosmetyków.
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *