Moim zamierzeniem na 2016 rok było zużycie najpierw 30 kosmetyków, potem łącznie 50 kosmetyków z moich zapasów. Postanowiłam liczyć jedynie kosmetyki pielęgnacyjne, aby nie było tak łatwo. Czy udało mi się ten cel osiągnąć? W dzisiejszym denku także cel na kolejny rok! 


DENKO

Sok z aloesu Oleofarm – soku używałam do pielęgnacji włosów oraz do robienie maseczek z glinki. Przy stosowaniu na twarz, zdarzało mi się że aloes nieco podrażniał skórę, więc musiałam się nauczyć go obsługiwać i dawkować. Natomiast jeśli chodzi o włosy, to aloesem zwilżałam je przed olejowaniem, aby włosy miały nawilżającą podkładkę. Od momentu, gdy zaczęłam olejować w ten sposób, nie zdarzyło mi się, aby zaraz po nim włosy nie wyglądały na mocno nawilżone. Jednak nie kupię ponownie soku z aloesu (no, przynajmniej nie w takiej pojemności, bo ciężko go zużyć) ponieważ potrzebuję dużo więcej wygładzenia i dociążenia z olejów, więc szukam jakiegoś półproduktu, który bym mogła rozcieńczyć z wodą i dopiero na to naolejować włosy. 

Krem nawilżający Cien z Lidla – był to jeden z moich ulubionych i jednocześnie lekkich kremów. Oczywiście skład, zapach czy wygląd niczym tu nie zaskoczą, ale lubiłam go za to, że nie zostawiał żadnego filmu na skórze, bardzo szybko się wchłaniał. Stosowałam go pod makijaż i nigdy nie zrobił niespodzianki i się nie zrolował. Nieco mi szkoda, że nie ma w nim większej ilości substancji odżywczych, ponieważ reszta fajnie się prezentuje. Nie kupię go ponownie tylko dlatego, że powoli idę w bardziej naturalne składy i bardziej odżywcze (po wykończeniu zapasów).

Pomadka do ust Bielenda – bardzo fajnie nawilża usta, ładnie pachnie i „smakuje”, ale m ogromną wadę – jest zdecydowanie za miękka i niestety łamie się przy każdej okazji i brudzi wszystko naokoło. 

Żel pod oczy Floslek – używałam bardzo długi czas i nie mogłam go zużyć. Niestety. Zauważyłam, że z czasem coraz bardziej podrażniał moje bardzo delikatne okolice oczu. Skóra była czerwona i sucha, przez co moje maleńkie zmarszczki wyglądały jak kaniony. Jak kiedyś lubiłam Floslek, tak teraz wiem, że więcej do tej marki nie wrócę. 

Tusz do rzęs L’Oreal – otrzymałam go od Kasi, na początku naprawdę fajnie się sprawował i mimo bardzo dziwnej szczoteczki efekt był boski – pogrubione i bardzo czarne rzęsy. Co prawda nie wydłużał, ale nie przeszkadzało mi to do czasu, jak zaczął schnąć (i to bardzo szybko). Wtedy już do końców rzęs nie docierał nawet kawałek tuszu, tylko wszystko się osadzało tuż przy linii rzęs i wyglądało okropnie.

Elastyna, kolagen morski, hydrolizat keratyny, naturalny olej z nasion truskawki, macerat z marchwi i gliceryna. Nie będę opisywać osobno, gdyż nie używałam tych półproduktów osobno, tylko jako serum olejowe. Wszystko zmieszałam i nakładałam na włosy na kilka godzin, a potem zmywałam samym szamponem. Efekty satysfakcjonujące i zastanawiam się jaką mieszankę zrobić teraz.

Teraz przechodzimy już do wyrzutków z tego roku. Niestety wiele kosmetyków i olejów zaczęła mi się terminować i musiałam zrobić z nimi porządek. Widzimy tutaj olej z orzeszków ziemnych (całkiem fajnie na włosach się sprawował), olej z prażonych nasion sezamu (nawet nie użyty), olej z Babydream (użyty raz) i olej lniany (ten prawie cały zużyty, na ogromny plus). na zdjęciu brakuje jeszcze oleju kokosowego, który zużyłam w całości, jednak zapomniałam o denku i opakowanie wyrzuciłam od razu. 

Panthenolu zamierzałam używać przy problemach słonecznych ze skórą, ale się nie opalam, więc takich problemów nie było. Pudru czasem używałam, ale baardzo rzadko i nie chciałam go już trzymać, a nafta zwyczajnie się przeterminowała. 

Teraz czas na kolorówkę – podkład z Paese był fantastyczny i pięknie wyglądał na twarzy, jednak z czasem robił się duużo za ciemny i przestałam go używać. Natomiast baza przestała dawać wcześniejsze efekty i zaczęła bardzo mocno zapychać. Niby rzadko się maluję, ale jeśli już – to na wypasie, wliczając bazę. Po odstawieniu widać jak wiele wyprysków wylazło właśnie przez nią. Ostatnia rzecz to kredka-rozświetlacz pod łuk brwiowy, byłaby ok, gdyby nie tłusta, olejowa konsystencja, że wyglądało to niechlujnie i za chwilę wszystko schodziło. Opakowanie – tragedia. 

Ostatnie wyrzutki to wyrzutki słoneczne. Nie wiem czemu mam manię kupowania samoopalaczy i kremów do opalania. Ja się nie opalam i nie stosuję JUŻ samoopalaczy, więc teraz będzie raczej prosto 😉

Łącznie zużyłam 49 kosmetyków pielęgnacyjnych, ale jak widać poszło dużo więcej kosmetyków ogólnie, jak i tych zalegających, więc zezwalam sobie myśleć, że zaliczyłam ten cel 😉 

NOWOŚCI

Jedyny nabytek to olej sojowy, do olejowania włosów – ma termin do końca stycznia, więc mocno się wezmę za tę sprawę 😉 Nie zauważyłam, że mam jeszcze oleje z długim terminem, które muszę wykorzystać, więc zaraz za nim wchodzi do gry olej do włosów z Alterry. 

CEL NA 2017 

W temacie denka moje jedyne postanowienia, to żeby korzystać z kosmetyków z zapasów, nie kupować nowych bez sensu i przerzucać się na bardziej naturalne kosmetyki. Tyle 😉

 

Jakie jest podsumowanie Waszych denek z całego roku? Jakie macie postanowienia na kolejny rok? Podziel się 😉

Buziaki, Basia.

Jeśli chcesz zrobić coś dobrego, zaobserwuj mnie  i podziel się z innymi 🙂

FACEBOOKINSTAGRAM G+ 

GRUPA ŚLUBNANAJPIĘKNIEJSZE FRYZURY ŚLUBNE – BLOGGERKI URODOWE

4 thoughts on “Denko + nowości grudzień 2016 oraz podsumowanie roku 2016”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *