Nieco opóźnione denko, tym razem zawiera kilka fajnych i kilka niefajnych kosmetyków. Pharmaceris, olej sojowy, hydrolat z ZSK, Vichy Neovadiol Gf. Który to bubel? Postanowiłam pozbyć się kilku pomadek, które zalegały wieki w mojej szufladzie. Zostały mi dwie. Jak dla mnie – ogromna ilość, z racji, że na co dzień się nie maluję. 

DENKO – KWIECIEŃ 2017

Zacznę może od kosmetyków fajnych i fajniejszych. 

Pharmaceris H Sebopurin – specjalistyczny szampon do skóry łojotokowej – mój hit, który już zrecenzowałam i myślę, że co jakiś czas będę do niego wracać. 

Zrób Sobie Krem – hrydrolat z kwiatów pomarańczy – neroli – żywałam go przez 4 miesiące, od początku stycznia jako tonik do skóry. Bardzo przyjemnie odświeża skórę, jednocześnie pozostawia ją miękką i nawilżoną. Przez ten czas zauważyłam poprawę stanu mojej skóry, gdyż głównie stosowałam hydrolat ze Skinorenem. Jedyną jego wadą było to, że gdy na noc nakładałam Skinoren a rano umyłam twarz żelem a potem hydrolatem, to niestety potrafiłam być przez kolejną godzinę mocno zaczerwieniona. Żaden krem mi nie pomagał, ani nawet ponowne umycie twarzy. Myślę, że to jakieś powiązanie z kwasem ze Skinorenu. 

Olej sojowy Vera – bardzo długo go zużywałam, z racji, że kupiłam opakowanie 250ml. Aby zużyć szybciej, bo termin przydatności był już za rogiem postanowiłam go włączyć do OCM, czyli oczyszczania skóry olejem. Na twarz uważam, że sprawił się baardzo fajnie. Skóra było widoczniej oczyszczona, mięciutka i przez jakiś czas nie musiałam nakładać kremu na twarz. Na włosy zadziałał, jednak dużo gorzej niż wcześniej myślałam. Jak widać było w Naked Hair Challenge, moje włosy nago wyglądają dobrze, ale jak dla mnie wyglądają jakby były zniszczone, albo przynajmniej suche. Po zmianie oleju na inny w tym miesiącu zauważyłam ogromną różnicę, więc wszystkie moje wypowiedzi na temat oleju sojowego nieco zmienią swój wydźwięk. Teoretycznie olej sojowy powinien przypasować patrząc na moją porowatość włosów, jednak tak kolorowo nie było. Będę szukać olejowej miłości dalej. 

Vichy Neovadiol Gf – krem przywracający gęstość skóry i proporcje twarzy do skóry suchej – teoretycznie krem do skóry suchej, jednak moja, mieszana, była wniebowzięta gdy na początku lutego, w największe mrozy zaczęłam go stosować. Gdy rano położyłam krem na twarz, tak do wieczora nie musiałam się o nic martwić. Skóra ograniczyła swoje przetłuszczanie w sferze T, na tyle, że nie musiałam co jakiś czas biegać i pudrować nosa przed lustrem. Krem mnie nie zapchał, miał całkiem przyjemny zapach, jak na alkoholowy twór Vichy i przez dwa miesiące używania tej miniaturki nie miałam problemu ze skórą. Fajny, ale nie kupię ponownie, ponieważ będę szła w bardziej naturalną pielęgnację.

Na sam koniec wyrzutków przedstawiam wszystkie pomadki kolorowe, które postanowiłam wyrzucić. Moje usta raz na rok, może ciut częściej traktowane są szminką. Jednak ta szminka zazwyczaj wygląda na moich ustach słabo i o wiele bardziej wolę je saute. No nie wiem, być może urodziłam się z takim kolorem ust, że najbardziej do mnie pasuje. Nie za wiele mogę powiedzieć o tych pomadkach, bo wyrzucam je głównie dlatego, że do mnie po prostu nie pasują. 

Avon Colortrend, pierwsza z lewej to bardzo ładna czerwień, która naprawdę długo trzymała się na weselu (możecie ją zobaczyć w Mojej Włosowej Historii, mam tam spięte włosy), druga natomiast ma delikatny różowy pobłysk i połamało mi się opakowanie i dostało się na nią pełno okruszków. Obie mają przecudowny zapach i nawet niezłą trwałość, ale nie moje kolory. Joko to wybitny nudziak wpadający w brąz, na moich ustach wyglądał tak świetnie, że jedyne co powodował to wysuszenie ust i mój brecht 😀 Tragedia na ustach. Catrice to chyba jakaś limitowana kolekcja, gdyż nigdzie nie mogłam znaleźć żadnej nazwy ani numeru koloru. Strasznie wysusza usta, wygląda dziwnie a kolor to taki pomarańczowo-koralowy. Zęby przy niej wydają się żółte jak słoneczniki. Ostatnia to chwalona Golden Rose matowa, w noszeniu jest świetna, bardzo długo się trzyma, kolor jest piękny, ale… do mnie nie pasuje. 

Być może mam jakąś małą obsesję w temacie moich zębów, gdyż nie pomaluję się szminką, jeśli moje zęby przy niej stają się choć trochę bardziej kremowe. Może gdybym pokusiła się na wybielanie zębów nie byłabym taka wymagająca, ale szczerze – wątpię 😉


W 2017 roku przyjęłam za wyzwanie zużycie  50 kosmetyków. W kwietniu było to 9 kosmetyków, więc łącznie zużyłam 29 kosmetyków.


NOWOŚCI – KWIECIEŃ 2017

W kwietniu nieco poszalałam z zakupami, ponieważ zdecydowałam się kupić zestaw do hybryd. Nie, nie taki za miliony monet, tylko taki najtańszy, ponieważ mój talent do malowania paznokci musi dojrzeć. A to trochę zajmie. Jedyne w co zainwestowałam to lakiery – Semillac i Neonail, więc nie powinny mi chyba odpaść palce. Chyba. 

A u Was co denkowego się działo? Jak wiele kosmetyków zużyłyście?  A ile nowości? Może jakiś kosmetyczny detoks zakupowy? 😉 


Buziaki, Basia.

Jeśli chcesz zrobić coś dobrego, zaobserwuj mnie  i podziel się z innymi 🙂

FACEBOOKINSTAGRAM G+ 

 NAJPIĘKNIEJSZE FRYZURY ŚLUBNE – BLOGGERKI URODOWE

3 thoughts on “Denko + nowości – kwiecień 2017. Szampon Pharmaceris, hydrolat z neroli, olej sojowy.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *