Pierwszy list napisałam bardzo dawno temu. Podziałało.

 


W jakim celu w ogóle napisałam taki list? I to jeszcze do siebie?

Ogólnie uwielbiam słowo pisane ręcznie. Listy, pocztówki, notatki. A gdy towarzyszą temu rysunki, to jestem kupiona.
Pierwszy raz był jakieś 5-6 lat temu. Miałam pewne plany i cele, jednak nigdy nic nie wychodziło, bo po prostu ich nie realizowałam. Napisałam więc list do siebie z przyszłości z przeświadczeniem, że udało mi się coś spełnić. Wylałam tam wiele radości i szczęścia, nadziei że wszystko idzie zgodnie z planem.

Dwa dni później oczywiście o nim zapomniałam i wsadziłam z tyłu szuflady. Miałam otworzyć w kolejne urodziny, ale z racji sklerozy – otworzyłam 2 lata temu w maju.

Ból był ogromny. Nie udało mi się nic co zakładałam. Gorzej, jeszcze więcej straciłam. Nie byłam szczęśliwa  w związku, w szkole, w pracy, w wolnym czasie.
Wtedy zdecydowałam zerwać ze wszystkim co mnie unieszczęśliwiało. I jak ból był ogromny, tak ulga… Do tej pory czuję tą ulgę, że tamto życie zostawiłam za sobą i absolutnie tego nie żałuję.

Zaczęły się klarować moje prawdziwe marzenia, prawdziwe cele, prawdziwe osoby i doświadczenia jakie chcę przeżyć. Wiele razy płakałam, bo nie wiedziałam jak inaczej żyć.
Nauczyłam się.

Wszystkie swoje porażki i sukcesy w tym czasie – jestem dumna, nawet jeśli mi wstyd komuś o tym powiedzieć.
Najważniejsze – nie poddaję się.

Po co napisać taki list?

Najpierw proponuję dać sobie 2-3 miesiące. Napisać jakiś plan, założenia, coś co chcesz spełnić albo zrobić. Po ponownym przeczytaniu po czasie będziesz wiedziała co dalej robić. Czując się źle, z powodu tego co się przeczytało i co się nie spełniło, zmobilizuje Cię do działania. Na własnej skórze poczujesz upływający czas i niespełnione marzenia, które odchodzą coraz dalej. Może być to również forma pamiętnika. Wylanie swoich żali i problemów może pomóc. Niesamowicie ucieszy Cię, jeśli wszystko się poprawi przez ten czas.

Jak się przygotować?

Papeteria lub kartka xero. Długopis. Koperta. I wyobraźnia. 
A potem już tylko pisać.

Co napisać?

„Co ślina na język przyniesie”. Cokolwiek Ci przyjdzie do głowy. Łatwo mówić, ale jak już się zacznie to samo idzie. Napisz to co chciałabyś zrobić, przeżyć, naprawić. Po odczytaniu sprawdzisz czy dalej czujesz to samo, czy coś się zmienia.

Ja napisałam w październiku, odczytam 29 marca – w moje urodziny.
Zrobiłam sobie dodatkową rozpiskę z mini planem czego mam przestrzegać.
A potem czytanie i rachunek sumienia 🙂

 

Napiszecie list do siebie? A może już piszecie?

Buziaki, Basia.

Jeśli chcesz zrobić coś dobrego, zaobserwuj mnie  i podziel się z innymi 🙂

FACEBOOKINSTAGRAM G+ 

GRUPA ŚLUBNANAJPIĘKNIEJSZE FRYZURY ŚLUBNE – BLOGGERKI URODOWE

13 thoughts on “List do siebie.”

  1. Ja na razie chciałabym napisac testament. Nie taki wiesz, u notariusza, z podziałem majątku, bo majątku to ja raczej nie mam 😛 Kilka słów pożegnania z najbliższymi, bo nigdy nie wiadomo, co się w życiu może wydarzyć. Napisać rzeczy, które chciałabym powiedzieć bliskim, czego nie umiałam im powiedzieć w oczy. I nie umiem tego napisać… Strasznie dziwnie myśleć o sobie "Nie żyję i co chcę powiedzieć żyjącym?"

  2. Świetny pomysł 🙂 ja na pewno napiszę taki list do siebie. Sama ostatnio znalazłam mój stary pamiętnik, sprzed 7 lat. To był naprawdę kopniak i wielki ból serca. Problemy rodzinne, które były, są nadal i na to niestety nie jestem w stanie nic poradzić. Najgorsze było to, że wtedy, gdy pisałam ten pamiętnik, miałam nadzieję, że to wszystko zaraz się kończy i że jeszcze w dniu, w którym go znalazłam też tak myślałam. Ot, taka pułapka. Inne cele na szczęście zostały zrealizowane 🙂 Inna kwestia, że pojawiły się zupełnie inne i chęć porzucenia tamtych… Muszę na nowo osiągać cele, bo jakoś stanęłam w miejscu. Dziękuję za ten wpis. Pozdrawiam ciepło 🙂 Kinga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *