Witajcie moje drogie, dawno się nie odzywałam i dziś też nie powinnam bo tylko 3 dni i kolejne egzaminy, a ja piszę na blogu 😉

 

 
Dlatego dzisiaj coś mało absorbującego, a jednak pokazuje jak większość włosomaniaczek reaguje od początku wtajemniczenia 😉


Mój początek pielęgnacji włosów sięga gdzieś około 2012 roku, kiedy to odkryłam Anwen. Zaraz po tym jak straciłam gdzieś połowę włosów. Biegałam od apteki do apteki powiększając arsenał kosmetyków przeciw wypadaniu włosów oraz tym na porost. Jeśli widzieliście ile mam teraz kosmetyków (wszystkich) to padłybyście trupem widząc samą tylko kolekcję włosową. Każda maska, każda odżywka, każdy lotion i serum było moje.
Oczywiście popełniałam dalej masę błędów typu serum na końcówki z Avonu na prawie całą długość włosów rozjaśnionych, używanie kosmetyków nieprzeznaczonych do moich włosów, odstawienie silikonów i SLSów i cała gromada.

Myślę że dopiero po przyciemnieniu włosów i podcięciu zaczęły żyć a ja dojrzewałam do mądrzejszych decyzji. Już nie chciałam mieć najdłuższych włosów za wszelką cenę.

Zaczęłam używać mniejszej ilości kosmetyków. Doszłam do OMO, które już rok u mnie występuję pod tą samą postacią -(O) olej, odżywka plus jakaś wcierka (M) jakikolwiek najtańszy szampon-najlepiej się u mnie sprawdzają (O) maska z dodatkiem kropel oleju.
Oczywiście zdarza mi się tuningować moje własne OMO, np poprzez dodanie nafty, innego oleju niż zwykle albo zrezygnowanie z maski z olejem po myciu na rzecz tylko odżywki.

Zawsze też po myciu używam mocno silikonowego serum, aby ujarzmić moje kosmyki.

W taki sposób moje prawie białe, cienkie, zniszczone, rozpięciorzone włosy zniknęły w tłumie mądrych decyzji przeistaczając się w krótkiego i mega zdrowego boba.

Co prawda mam problemy i z takimi włosami, np naturalny kolor jest bardzo zróżnicowany a ja od zawsze marzę o ciemnych puklach. No, ciemniejszych chociażby.

Jednak myślę, że jestem na dobrej drodze. Miałam na głowie wiele fryzur, wiele kolorów, oraz wiele typów pielęgnacji i już wiem co mi odpowiada 🙂

Powoli wykorzystuję moją wiedzę do dbania o włosy nie tylko moje ale ratuje też czupryny koleżanek i nawet mojej mamy 😉

Wykorzystuję odżywki, maski i oleje z zapasów, aby móc jednogłośnie ocenić dobór odpowiednich produktów oraz idealnego zestawienia. Tak więc przez pewien czas będę Was męczyć recenzjami zużytych kosmetyków i dopiero gdy je wszystkie wykończę (za milion lat ale wykończę :D) zrobię podsumowanie i ogłoszę wszem i wobec miano najlepszych kosmetyków ratujących czuprynę 🙂

No i najważniejsze – mam nadzieję, że w końcu dojdę do mojego włosowego marzenia 😉

Jak Wy zaczynałyście przygodę z włosami?

Buziaki, Basia.

Jeśli chcesz zrobić coś dobrego, zaobserwuj mnie  i podziel się z innymi 🙂

FACEBOOKINSTAGRAM G+ 

GRUPA ŚLUBNANAJPIĘKNIEJSZE FRYZURY ŚLUBNE – BLOGGERKI URODOWE

7 thoughts on “Moja historia pielęgnacji”

  1. Ja odkryłam blog Eve i kupiłam pierwszy olej z myślą o olejowaniu: Alterra mango&papaja. Kosmetyki do włosów również zawalaja mi łazienkę ale staram się nie kupować tylko zyzywac ;d

  2. U mnie najpierw było wykupywanie kuponów na zabiegi regenerujące, a potem wizaż. Dopiero później trafiłam na bloga anwen i eve, a następnie do blondregeneracji. Założyłam sama bloga na włosowy temat, który miał być dla mnie motywatorem i tak to trwa do dziś 🙂 owszem, kosmetyków też nakupiłam dużo. Zużywałam je bodajże przez rok 😛 teraz kupuję mniej, ale bardziej systematycznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *