Podsumowanie kolejnego miesiąca w tym roku. W marcu miałam 24 urodziny, obchodziłam 2 urodziny mojego bloga i niestety nastąpił nawrót mojej choroby. Na plus – ponownie zaczęłam pisać, wyszło słońce i zaczęłam się uśmiechać 🙂 Strasznie nie lubię jesieni i zimy, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz 😉 

OGÓLNIE

Powiem szczerze, że marzec był miesiącem w którym nie działo się nic szczególnego, nic konkretnego, nic bardzo przyjemnego ani nic strasznie przygnębiającego i nie do końca wiem, co mogę o marcu napisać. Byliśmy z R i inną parą w kinie, pizzę jadłam nieskończoną ilość razy (przepraszam mój brzuszku!), oglądałam non stop kilka seriali, sporo siedziałam nad pracą licencjacką (samo myślenie o niej mnie męczy…) i w sumie tyle. To, że skończyłam 24 lata nie cieszy mnie absolutnie, bo myślę że weszłam już w taki etap w życiu, że zamiast się cieszyć, że mam urodziny, bardziej zastanawiam się nad starzeniem 😀

WŁOSY

Praktycznie w ogóle nie przyjmowałam suplementów, poza wykończeniem Silicy – i nie, efektów zbyt wielkich nie zauważyłam. Do mycia włosów używałam mojego ukochanego szamponu, jako odżywka służyła mi biedronkowa BeBeauty a maska to ulubieniec – Kallos Cherry. Olejowałam włosy co 2-3 mycia olejem sojowym i jestem zadowolona z tego oleju. Ze stanu włosów również jestem zadowolona, mimo że zdarzały mi się przygody z prostowaniem bez zabezpieczania końcówek żadnym serum… Wyznałam winę i mogę Wam pokazać, jak włosy urosły 🙂 I z tego się cieszę najbardziej, bo moje włosy chyba najbardziej lubią minimalną pielęgnację zamiast nakładanie dużych ilości kosmetyków. 

Długość to 78cm, w na koniec lutego było to 76cm

W kwietniu natomiast wzięłam się za suplementację – w grę wchodzi znów Biotebal i będę go brać 3 miesiące. Natomiast wracam do wcierki z kropli żołądkowych i będę ją wcierać przed każdym myciem i zobaczymy, co z tego wyjdzie 🙂

ZDROWIE

Jak zauważyłyście – przytyłam. Wina i moja, i moich leków i tej paskudnej bakterii, która nie chce wyleźć z mojego organizmu na dobre. Odezwał się również stary znajomy refluks i niestety tak muszę sobie żyć. Znów czeka mnie dieta z niejedzeniem prawie wszystkiego, bo musi być gotowane. Koniec kropka. Z tego powodu być może i schudnę, ale nie liczę na wielkie efekty. Oh i jak tu brać ślub, jak sukienka będzie za mała 😮

KUCHNIA / RESTAURACJE

Tu się mogę pochwalić moją zdobyczą, ponieważ La Melisa od dłuższego czasu była moim punktem na liście do odwiedzenia. Wnętrze jest baardzo przyjemne, kelnerzy bardzo mili a jedzenie przepyszne.  Ceny są również bardzo przystępne, szczególnie za zestaw lunchowy (15zł za zupę i drugie danie), który jest dostępny do godziny 17 i praktycznie od ręki. Porcje są całkiem spore i muszę przyznać, że JA nie dałam rady zjeść całego zestawu. Tamtego dnia w zestawie był oferowany zabielany barszcz czerwony z uszkami oraz ogromnych rozmiarów sznycel z puree i surówkami. Kiedy indziej zamówiłam tagliatelle z chorizo i kurczakiem i to było cudowne. Przepyszne. 

FILM

Shelley (2016) – Nic wcześniej nie wiedziałam o tym filmie, żadnych spojlerów, nic. Wiedziałam tylko, że to horror. Od samego początku nie wiesz o co chodzi w tym filmie. Młoda Rumunka przyjeżdża do Danii (chyba), żeby pomagać w domu pewnemu małżeństwu. Ona nie może utrzymać żadnej ciąży, on jest młodszy i tyle o nim wiemy.  Nie korzystają z elektryczności, mieszkają na odludziu. Przez większą ilość czasu oglądamy pięknie zrobiony obraz jak wygląda ich relacja. Dowiadujemy się, że Elena (Rumunka) ma na utrzymaniu syna i wyjechała, żeby zarobić na mieszkanie. Nagle jak Filip z Konopi wyskakuje Ona (nie pamiętam imienia), że kupi jej mieszkanie, jeśli zgodzi się nosić jej dziecko. Elena się zgadza i kolejne minuty widzimy jak marnieje. No i gdy ciąża się kończy Elena robi TO, ale można odratować dziecko. Dalej nie powiem, bo i nie wiem co się stało i nie bardzo rozumiem o co chodzi. Bardzo mroczny film, praktycznie bez fabuły, wzamian widać ogromne pokłady piękna obrazu, dźwięku, tej hm mroczności, trochę psychologii i jeszcze większy ogrom oddania emocji. Niby nic się tam nie działo, ale jesteś rozmemłany. Ocena 9/10.

Life (2017) – w ciągu 2 minut musieliśmy zdecydować na jaki film kupić bilety. Wiedziałam tylko, że to jakiś film związany z kosmosem i widziałam Ryana Reynoldsa i Jake’a Gylenhaala na plakacie, a ich lubię, więc wybrałam ten. O jakież miałam odruchy podczas filmu, to wie tylko mój R. Piękny statek kosmiczny na orbicie łapie pakunek – próbkę z Marsa. Po jakimś czasie udaje im się ożywić komórkę, która zaczyna rosnąć. Rośnie i rośnie, piękne uroczystości na Ziemi, nadają stworzonku imię Calvin, stworzonko łamie palce doktorkowi, potem Ryan (Rory) zostaje zabity przez to stworzonko, bo okazuje się bardzo inteligentne. No i od momentu zabicia Ryana Rynoldsa przestaje mi się podobać, ponieważ do końca filmu walczę z odruchem wymiotnym. Kto widział, ten wie dlaczego. Następnie Calvin ucieka, rośnie, żywi się tlenem, załoga go gania, większość ginie. Zostaje Jake i jakaś tam Pani i wpadają na genialny pomysł – są dwie kapsuły ratunkowe, jedna poleci na Ziemię z tą Panią, a druga z Jakiem i zamkniętym Calvinem poleci w kosmos. Zgaduj zgadula – czy plan się powiódł? Ocena 6/10.


Wszystkie filmy są opisywane z mojej perspektywy, więc jeśli zauważysz jakieś niezgodności- nie ważne. To moje wspomnienia. Wybaczcie również opisy, oddają najbardziej moje uczucia, które towarzyszyły mi podczas oglądania filmów. 


MUZYKA

Piękna piosenka o miłości z jeszcze piękniejszym głosem Zary, która wycisnęła z niego wszystko. 

Boska piosenka, która przypomniała mi moje stare zafascynowanie tym zespołem. I uważam, że wokalista ma najpiękniejszy głos na świecie. Za każdym razem mam ciarki, gdy ich słyszę. Dodatkowo grający na klawiszach jest niewidomy od urodzenia – dla mnie maestro.

 

Co się u Was działo w marcu? Jakieś ważne uroczystości? Odkryliście jakąś świetną piosenkę? Obejrzeliście ciekawy film? Podzielcie się w komentarzu 😉


Buziaki, Basia.

Jeśli chcesz zrobić coś dobrego, zaobserwuj mnie  i podziel się z innymi 🙂

FACEBOOKINSTAGRAM G+ 

GRUPA ŚLUBNANAJPIĘKNIEJSZE FRYZURY ŚLUBNE – BLOGGERKI URODOWE

4 thoughts on “Podsumowanie miesiąca – marzec 2017 – Life, Shelley, X Ambassadors, Zara Larsson, urodziny i nawrót choroby”

  1. Masz śliczne włosy, bardzo Ci ich zazdrościmy – i stanu, i długości, i koloru! Wiosna nadeszła, więc życzymy Ci zdrówka. Wygrzewaj się na słoneczku – może nie wyleczy Cię, ale z pewnością poprawi Ci humor 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *